autobusem, niosąc starą torbę z plecionego tworzywa – taką, jakiej zawsze używała. „Musiała uporządkować pewne sprawy” – wyjaśnił notariusz.
Milczałem. Jej talerz wciąż stał na stole przede mną; nie miałem siły go sprzątnąć.
Wyjaśnił, że testament sporządzono prawidłowo, bez żadnych uchybień. Dom na wsi, ziemia, oszczędności – wszystko zostało podzielone równo między nas, dzieci.
Tak jak przypuszczałem.
Wtedy zrobił pauzę.
I ta cisza przeraziła mnie bardziej
niż jakakolwiek wiadomość.
– Jest jednak jeszcze jeden szczegół – ciągnął.
Matka założyła osobne konto. Na moje nazwisko. Wyłącznie na