nieruchome, jakby cały świat wstrzymał oddech.
Olga przeciągnęła się, wstała i od razu spojrzała w stronę swojego futrzanego barometru, który wciąż leżał na parapecie, udając, że śpi. Wiedziała jednak, że Tiszka tylko udaje – zawsze jedno oko i jedno ucho miał otwarte na jej ruchy, zawsze obserwował każdy jej krok. To była ich niepisana umowa – on czuwał, a ona ufała.
Gdy wzięła wiadro i skierowała się w stronę drzwi, Tiszka nagle zeskoczył z parapetu, położył się tuż na progu, przycisnął uszy i zawarczał z niezadowoleniem, które było tak wyraźne, że nie