na mnie zerknęła. – Cześć, mamo – powiedziałam, siląc się na uśmiech.
Zmarszczyła brwi. – O! Jesteś.
Poczułam ucisk w piersi, ale zdusiłam w sobie ból i sięgnęłam do kieszeni. Wyjęłam małą, nieco pogniecioną, własnoręcznie zrobioną kartkę. Spędziłam nad nią długie godziny, starannie składając papier i wypisując na okładce najładniejszym pismem: „Kocham cię, mamo”.
W środku narysowałam naszą rodzinę: siebie, matkę, ojczyma, małego brata i babcię. Pokolorowałam rysunek tymi kilkoma flamastrami, które posiadałam, dbając o to, by każdy miał uśmiech na twarzy. Bo właśnie takiej rodziny pragnęłam… prawdziwej i szczęśliwej.
Z nadzieją w