oczach wyciągnęłam kartkę w jej stronę. – Zrobiłam to dla ciebie. Ledwie na nią spojrzała, po czym podała ją mojemu bratu.
– Masz, kochanie. Coś dla ciebie. Zamarłam.
Ten prezent nie był dla niego. Przygotowałam go dla matki. – J-ja to dla ciebie zrobiłam.
Machnęła lekceważąco ręką. – A po co mi to? Mam wszystko, czego pragnę.
Wszystko. Z wyjątkiem mnie. Między nami wisiało widmo lat zaniedbań.
Babcia posłała mi pełne współczucia spojrzenie, ale ja zmusiłam się do uśmiechu. Nie chciałam, żeby widzieli, jak się łamię. – Obiad gotowy!
– zawołał z jadalni Charlie, nieświadomy powagi