Nieodparcie ciągną mnie z powrotem do kuchni. Nie dlatego, że mam ochotę na cukier. Nie dlatego, że potrzebuję jakiegoś projektu.
Ale dlatego, że czuję się tam jak w domu. Ugotowałam je wczoraj wieczorem. I przedwczoraj.
A dziś wieczorem? Tak, jeszcze raz. To są herbatniki typu „washboard”: małe, okrągłe, kruche, maślane herbatniki o spękanej powierzchni, przypominające tradycyjne tarty.
Delikatnie nakłuwa się je widelcem w kratkę, posypuje cukrem pudrem i piecze do uzyskania złocistobrązowego koloru brzegów. Nie próbują przyciągać uwagi. Żadnych kawałków czekolady.
Żadnych wymyślnych dodatków. Spokojna prostota. Taka, która przywołuje spokój