stanowiły wyraźny sygnał, że coś się szykuje. Kot był duży, rudo-biały, o niezwykłym pyszczku, który sprawiał wrażenie złożonego z dwóch różnych połówek: z lewej strony sierść miała kolor rudy, intensywny, przypominający płomień ogniska, z prawej – była prawie całkowicie biała, jakby ktoś wylał na nią kubek świeżego mleka.
Prawe ucho zdobił stary rozdział, pozostałość po dawnej bójce z sąsiedzkim kocurem Borką, który kiedyś uznał, że terytorium przy rzece należy do niego. W wiosce często żartowano z Tiszki, mówiąc, że ucho nie zostało mu rozdarte w walce, ale że po prostu wiatr