samej siebie.
— Nie w porę to wszystko, Nazarowa. Teraz tyle pracy. Ale skoro trzeba, puszczę.
Źle wyglądasz, widać naprawdę się zmęczyłaś. Tylko niedługo, na jakieś pięć dni. — Dziękuję!
Następnego dnia zaczęło się przedstawienie. Nie obudziłam się o szóstej rano, jak robiłam to zawsze w dni robocze. Spałam mocnym snem, ale niedługo.
O ósmej obudził mnie zdziwiony i skonsternowany Leonid. — Alu, co się dzieje, zaspałaś? Wstawaj szybko!
Czyś oszalała, jeszcze brakowało nagany i pozbawienia premii! — krzątał się przy mnie mąż. — Odczep się — odparłam, zasłaniając się przed mężem kołdrą.