ani dźwigać, ani podlewać.
Rozumie pani, że mogła pani zerwać więzadła? — Rozumiem — odpowiedziała cicho. — Ma pani rodzinę?
— Mam syna. — To niech pomaga. Rimma nic nie odpowiedziała.
Wieczorem Denis przyjechał do szpitala z Olgą. Nie przynieśli kwiatów ani lekarstw. Mieli za to dwie puste torby.
— Mamo, powiedzieli nam, że jutro cię wypisują — zaczął Denis. — Tak. — Pomyśleliśmy, że skoro tu jesteś, pojedziemy na działkę i zbierzemy warzywa.
— Zbierzecie? — Oczywiście. Olga postawiła torby na krześle.
— Przydałoby nam się więcej pomidorów. I ogórków. Kapusty lepiej na razie nie ruszać, może jeszcze postać.
Rimma spojrzała