nitki, a Olga tylko na to krzywiła nos, uważając te praktyki za zbędny zabobon, który nie ma nic wspólnego z prawdziwą wiarą.
Jednak z Tiszką sprawa miała się zupełnie inaczej. Jemu ufała bezgranicznie. I powód był prosty: przez wszystkie osiem lat kot ani razu się nie pomylił.
Wystarczyło, że wgramolił się na piec i gdzieś tam zniknął w mroku, a po kilku godzinach na rzece zawsze coś się psuło. Podnosił się silny wiatr, woda zaczynała falować, czasem nadciągała burza z piorunami, która potrafiła zaskoczyć nawet najbardziej doświadczonych rybaków. A jeśli