krzyknęliśmy jednocześnie. Kot pobiegł prosto w dym Ruszyłem za nim, lecz strażak, który właśnie wyskoczył z wozu, zatrzymał mnie przy wejściu.
— Pan tam nie wejdzie! — Kot wbiegł do środka! — Proszę się cofnąć!
Dwóch strażaków założyło aparaty oddechowe i zniknęło na klatce schodowej. Czekaliśmy. Minuta ciągnęła się jak godzina.
Marta stała nieruchomo, z rękami przyciśniętymi do ust. Jej matka szeptała modlitwę. Ojciec patrzył w okna, jakby samym wzrokiem mógł rozsunąć dym.
Nagle z mieszkania dobiegł stłumiony huk. Potem drugi. Strażak stojący przy wejściu uniósł głowę.
— Co to było? Znałem ten dźwięk. —