zastaliśmy Maksa siedzącego na stole z miną kogoś, kto właśnie złożył oficjalną reklamację. — Pusta miska — powiedziała Marta. — Mógł przecież miauczeć.
— Próbował. Nikt nie reagował. Od tamtej pory historia powtarzała się regularnie.
My zajmowaliśmy się w pokoju kolejną, wyjątkowo skomplikowaną partią warcabów, a z jadalni nagle dobiegało potężne uderzenie. — Twój zawodnik znowu żąda śniadania — szeptała Marta. Szedłem wtedy do kuchni, narzekając pod nosem, wsypywałem karmę do miski, a Maks schodził ze stołu tak dostojnie, jakby to on utrzymywał cały dom.
Wydawało się, że takie dni będą trwały wiecznie. Jesienny wieczór, który